poniedziałek, 5 września 2016

Czy to jest miłość czy to jest kochanie?


Psychologia zawsze mnie interesowała. Pracując w Zakładzie psychologii poczytałam to i owo. Ale też interesowały mnie relacje międzyludzkie.
Czasami jest to sprawa poważna, życiowa a czasami coś co mnie w głupocie ludzkiej powala na kolana.

Taka oto sytuacja.
Facet rozwiedziony, z dzieckiem przy byłej żonie, casanova od siedmiu boleści, Czatuje na wszystkich możliwych portalach randkowych gdzie poznał swoją nową zdobycz. Nie mnie oceniać obojga ale to chyba naprawdę psycholog potrzebny do rozwikłania problemmów obojga. Owa dama spędza noc z „ukochanym” na pierwszej randce po czym układa sobie scenariusz przyszłego życia. Poprzednia ukochana przybyła z wizytą, którą zakłóciła wizyta oblubienica. Przyjechała do ukochanego bez uprzedzenia dużo kilometrów, bez uprzedzenia, podstępem dostała się do bloku udając sąsiadkę po czym bombardowała drzwi dzwonkiem, szarpaniem klamką. Ukochany będąc w towarzystwie innej kobiety ignorował obecność kobiety za drzwiami. Nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby nie Pani za drzwiami była „cierpliwa” i za drzwiami spędziła 5 godzin.

Jak bym to oceniła. Nie jestem znawcą problemu jedynie kobietą dojrzała z pewnym bagażem doświadczeń życiowych. Wymądrzać się nie zamierzam jedynie posługując się logiką. Pan jest niedojrzały emocjonalnie, a przy tym życiowy tchórz. Oczekuje chyba – tak sądzę że albo czas rozwiąże za niego problemy albo ktoś inny. Pani natomiast – chyba realizuje swój plan życia, nie zastanawiając się nad zachowaniem, nie mówiąc o kobiecej godności. No cóż może chęć bycia z kimś jest silniejsza niż logika, czy tzw. mądrość życiowa.

Dobry temat na pracę dla psychologa, a może i psychiatry.

niedziela, 17 lipca 2016

Fucha na medal


Przez ileś lat na emeryturze taka fucha mi się nie trafiła. Dzieki temu że mam dobre układy z ludźmi z którymi pracowałam dość długo, pamięć o mnie pozostała.

Wracałam z wizyty kontrolnej u okulisty kiedy zawibrował mi w kieszeni telefon, na wyświetlaczu znajome nazwisko. W autobusie nie można gadać bo i tłum ludzi i hałas. Poprosiłam koleżankę o telefon za 30 minut. W domu zajęłam się swoimi sprawami, ale gdzieś w podświadomości coś mi mówiło że sprawa ważna. No i doczekałam się. Wiadomość jaką otrzymałam postawiła mnie na nogi. Propozycja zastępstwa za koleżankę, która poszła do szpitala. Perspektywa pracy na zlecenie – godzinowo cały etat była super. Wprawdzie miałam lekkie opory bo tego rodzaju pracy nie znałam. Prowadzenie sekretariatu to inna branża. Ale skoro o mnie pomyślano i zaproponowano to znaczy że uznano za wpełni zdolną do podjęcia wyzwania.

Miałam jeden problem, który nieco mnie niepokoił. Dwa dni wcześniej umówiłam się z koleżanką z zagranicy, która wybierała się z wizytą do Polski, że zamieszka u mnie i będziemy razem spędzać czas. Uznałam że muszę ją o tym powiadomić. Przytaczać rozmowy dokładnie nie będę, ale zadałam pytanie – nie wiem co teraz zrobić, jak oddrzucę tą propozycję to więcej takiej nie dostanę, do emerytury każdy grosz się przyda, przecież nie będziesz czekać aż wrócę z pracy. Na końcu moje pytanie – co zrobić? - brak odpowiedzi. Nie spodziewałam się reakcji w stylu, tak się nie robi, okłamałam, reszty słów szkoda przytaczać. Jakie kłamstwo skoro nie miałam pojęcia o tej propozycji pracy. No cóż efekt taki, że została była znajomą. Samo życie.

Najpierw chodziłam do koleżanki która mnie wprowadzała w zakres obowiązków. Uczyłam się od podstaw bo programy były dla mnie nowością, ale mam nadzieję że nic nie skopałam. Miło było też zobaczyć starą kadrę i ich uśmiechy, powitania, miłe słowa. Okazuje się, że tak oni jak ja mamy wrażenie jakbym na emeryturę odchodziła dzień, dwa czy tydzień temu. No cóż mózg wyćwiczony najpierw w pracy z cyferkami, potem sekretariat. Na sklerozę jeszcze nie cierpię i chwała Bogu.

Zdrowotnie też nie narzekam, grzechotniki z woreczka poszły do utylizacji, wnuczek skończył 6 klasę ze świadectwem z czerwonym paskiem, córka założyła bloga o tematyce cukierniczo-wegetariańsko-wegańskiej, także wpisu w książce kucharskiej Dr Jacobsa – polskie wydanie, ja dorobiłam się 2 wywiadów gazetowych w tym roku. Nie narzekam – jedynie i chyba nie tylko mój strach o przyszłość, jak każdego emeryta. Zawsze jednak dopowiadam, że mam dach nad głową, w miarę dobre zdrowie i cokolwiek do garnka to już nie jest źle. Pozytywne myślenie – to nam daje napęd do życia.

A za zarobione pieniądze może odpocznę pod palmami? Kto wie? 
Michaś ze świadectwem
okładka książki kucharskiej
przepis córki
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...