niedziela, 13 maja 2018

Turcja - trafiony przypadek

Wybór Turcji był przypadkowy. Mój kolega agent turystyczny zawsze wyszukuje dla mnie oferty dopasowując do moich oczekiwań, Podaję termin, wysokość kasy która mogę poświęcić i on wyszukuje.

Urlopu w tym terminie mówiąc szczerze nie planowałam, trochę ten termin wynikł przypadkiem. W Turcji nigdy nie byłam więc warto było skupić się poszukiwaniu informacji i rad od turystów. Zawsze jednak z tych wpisów wyciągam średnią, bo każdy ma swój punkt widzenia.

Lot zaplanowany na 15.15 odbył się o czasie. Do Antalya dolecieliśmy już o zmroku. Transfer do hotelu trwał ok. 2 godzin. Zgłodniałam więc czekałam na kolację. Zakwaterowanie odbyło się dość szybko. Uprzejmy pan zaprowadził mnie do pokoju, zapaliłam światło, wyszłam na balkon i od razu w nerwach. Kurza morda zapłaciłam na pokój w budynku głównym z widokiem na morze, a tu dochodził jedynie szum morza. Licząc odległość w rowarciu palców – 1-2 cm to cały widok, a pode mną dach restauracji.
No ładnie się zaczyna pomyślałam, przechlapałam zapocone pyszczydło wodą i wyruszyłam do recepcji. Komunikacja rosyjsko angielska pozwoliła mi wypowiedzieć swoje żale, że w rezerwacji jest taka opcja a nie inna i proszę o zamianę pokoju. Recepcjonista popatrzyła na mnie i odrzekł że zaprasza następnego dnia ok. 10.00 i sprawa zostanie załatwiona. Oczywiście nie rozpakowywałam się bo po co. Wyciągnęłam to co najważniejsze z walizki. Sprawa zamiany pokoju załatwiona więc ruszyłam na poszukiwanie restauracji na spóźnioną kolację (g. 23.00). Restauracja olbrzymia, dodatkowo chyba z 10 sal ale też wystawione na taras stoliki, przygotowane dla gości, obrusek, sztućce, pojemnik z serwetkami. To co mi się z miejsca podobało, to że kelnerzy chodzą w białych koszulkach z krótkimi rękawkami, pod spodem podkoszulek i ….. krawaty albo muszki. Ok. Kolację zjadłam, w pokoju przygotowana lodówka z napojami, wypiłam niegazowaną wodę, na balkonie zaćmiłam papieroska i do łóżka. Poprzednie moje wyjazdy do Tunezji i Egiptu to koszmar komarowy – na wszelki wypadek wzięłam preparat.

Rano po śniadanku, wyszłam na taras koło restauracji, wcześniej poczęstowałam się kawusią (nie lubię z ekspresu ale trudno), zapaliłam i czekałam aby zjawić się w recepcji.
W recepcji nie było pana z poprzedniego wieczoru, widocznie skończył dyżur, ale miła Pani wysłuchała moich pretensji, od ręki dostałam kartę magnetyczną do nowego pokoju ale uprzedzono mnie że nie jest jeszcze gotowy.

Przed basenem mnóstwo leżaków, poleżałam trochę i trafiłam do pokoju kiedy przyszła pani sprzątająca ze swoją szefową. Walizka zapakowana czekała, a mnie poproszono abym stary klucz do pokoju oddała w recepcji, a moje bagaże trafią do nowego pokoju.
Musiałam jednak trochę poczekać, ale ciekawość zagnała mnie z parteru na 3 piętro, windą przeszkoloną. Pokój znalazłam bez trudu, zanim drzwi otworzyłam zastanawiałam się zobaczę z okna to morze czy nie.

A morze było, szumiało, niebo bez żadnej chmurki. Raj – pomyślałam. Zjechałam ponownie i zaczęłam wreszcie zwiedzać hotel. Restauracja na poziomie – 1, gdzie też znajduje się pokój spotkań z rezydentami (było tego dnia zaplanowane na 16.30), Na poziomie – 2 sala teatralna, sala dyskotekowa, multum sklepów i to co mnie zaskoczyło – tunel biegnący pod ulicą i prowadzący na plażę. Tunel oświetlony w barwach tęczy. Oczywiście że tam poszłam, plaża nie do końca mi się podobała, żwirkowo kamienista, trochę zaniedbana. Na terenie plaży znajduje się też kompleks basenowy i zjeżdżalni dla dzieci, place zabaw, baseny gdzie odbywa się aqua aerobik. Wszystko to ogrodzone dla niepożądanych gości, ciągle słychać muzykę.

Po tym zwiedzaniu wstąpiłam do barku na następną kawę już przed obiadem. Jedzenie podobne jak w Tunezji czy Egipcie. Hotel ogromny, ponad 700 pokoi, przystosowanych w każdym tego słowa znaczeniu dla niepełnosprawnych. Jako cukrzyk w ofercie była możliwość wybory jedzenia dietetycznego. Nie zgłosiłam tej potrzeby bo wiem co mogę jeść a czego się wystrzegać.

Po obiadku mogłam wreszcie poświęcić czas aby się rozpakować i wypić kawę jaką lubię czyli sypaną do kubka. Na stoliku znalazłam mały czajnik, dwie filiżanki i dwie szklanki do wody oraz na tacce kilka rodzajów saszetek z herbatą, cukier i śmietanka. Full wypas.

Na spotkanie z rezydentką Panią Edytą wyruszyłam o czasie bo nie lubię się spóźniać. W sumie na spotkaniu było 8 lub 9 polaków w tym jedno malutkie kilkumiesięczne dziecko.
Najbardziej zainteresowana byłam wycieczkami, postanowiłam ograniczyć upominki a zwiedzić kraj w którym znalazłam się po raz pierwszy. Wybrałam dwie wycieczki: pierwsza to Green Canyon i druga zwiedzanie Antalyi połączone z zakupami na bazarze.

Samotnie zwiedzałam okolice hotelu, na przyhotelowym bazarze zrobiłam pierwsze zakupy. A na dworze zaczynał się upał. 30 stopni bo na tyle oceniałam. Nie szukałam kontaktu z turystami polskimi bo wszyscy byli to albo małżeństwa z dzieckiem, albo dwie koleżanki. Dobrze mi zrobiło takie odbicie się od stresów, samotność pozwala aby odpocząć psychicznie i pewne rzeczy przemyśleć. Wróciłam do pokoju spocona jak mysz kościelna. Wzięłam prysznic (w łazience w kabinie zainstalowano poręcze dla niepełnosprawnych, pojemnik z mydłem, nad umywalką tak samo i dodatkowo telefon w razie nagłego przypadku), umyłam pióra i chciałam wysuszyć włosy a tu dupa. Suszarka nie działa. Siedząc na balkonie, oglądając hotel z góry włosy wyschły ubrałam się i ponownie ruszyłam do recepcji zgłaszając problem. Skoro w ofercie jest dostępna suszarka to dlaczego mam ignorować jest istnienie???? Obiecano mi naprawę, ale czekałam 2 dni, w tym 5 razy zgłaszałam że naprawy nie dokonano. Ostatni raz zgłaszając pytam recepcjonistę czy wreszcie to zrobią, bo taka ignorancja jest brakiem szacunku dla turysty i być może pójdę na skargę do managera hotelu, a ten dupek bezczelnie wskazał mi siedzącego naprzeciwko mężczyznę. Ale nie naskarżyłam, natomiast przyszedł magik, tak naprawiał że następnego dnia trzeba było poprawiać.

Na ponownym spotkaniu z rezydentką opowiedziałam jej o moich przygodach. Zdenerwowała się, przeprosiła nas i poszła na rozmowę do managera i przyszła z przeprosinami od niego. Czy prosił o to pośrednictwo czy to jej inicjatywa nie jest istotne. Ale za to menadźer zaproponował za wszystkie niedogodności wynajęcie na plaży domku na cały dzień o wartości 25 euro. Podziękowałam, ale nie miałam zamiaru korzystać. Liczy się miły gest.

Następnego dnia była wycieczka do Antalyi. Zwiedziliśmy meczet, mini fabrykę biżuterii i pracownie galanterii skórzanej. Ceny przyprawiały o zawrót głowy. Tak w jednej jak i drugiej fabryce poczęstowano nas kawą herbatą czy wodą wg życzenia. W pracowni galanterii skórzanej odbył się specjalnie dla nas przygotowany pokaz mody prezentujący ich wyroby.

Rzeczy piękne, ale cena nie na moją kieszeń, czego też wcale nie żałowałam.

A następna wycieczka to Zielony Kanion. Najpierw autobusem dojechaliśmy na górę (wjazd po skale niczym na Santorini – obok przepaść) a potem wejście na pokład statku wycieczkowego. Młody kapitan przywitał nas, zajęliśmy miejsca na pokładzie widokowym. Płynął wolno abyśmy mogli podziwiać widoki. A było co podziwiać, wapienna skała pnąca się pod górę, bardzo stromo i masa drzew. Czasami płynęliśmy jakbyśmy wpływali do jaskini a po drugiej stronie znowu rzeka o turkusowym kolorze. W niektórych miejscach z wody wystawały szkielety drzew. Mieliśmy tez ok 40 minutowy przystanek przy specjalni ustawionej platformy z przebieralnią, kto chciał mógł popływać. Podobno głębokość wynosiła 40 metrów. Jako że boję się wody i pływać nie umiem oglądałam jedynie igraszki w wodzie tych odważnych. Na pokładzie widokowym słońce prażyło jak na patelni, śmiałam się w duchu – no Jadzia podsmażylaś się teraz przewracamy na drugą stronę.

Przystankiem docelowym na tej trasie był obiad w restauracji …... na szczycie góry. Wchodziło się ponad 120 stopni, pod ostrym nachyleniem, w większości stopnie nierówne, bez barierek. Nie patrzyłam w dół bo pewnie bym spadła i wylądowała u podnóża statku. Zasapałam się wchodząc ale doszłam. Obiadek zjedzony i teraz w dół. Schodziłam bardzo ostrożnie, serce mi waliło ze strachu a do tchórzy nie należę. Jak już wracaliśmy to dopiero strachu się pozbyłam. Wracając z tej góry nie patrzyłam w dół.

Niestety pod wodospad nie udało się dopłynąć, za niski poziom wody i kapitan miałby problem. Ale krajobrazy, wrażenia zostały bezcenne.

Reszta pobytu przy pięknej pogodzie, ciszy i spokoju wewnętrznym. Generalnie pobyt zaliczam do udanych. Kiedy i gdzie następny wyjazd??? To pytanie zadała mi córka, ale jeszcze nie wiem. Byle zdrowie dopisało i kasa była to każde miejsce jest dobre. 
 

wtorek, 1 maja 2018

NAJ - najnowszy wywiad

Od razu zaznaczę, że nie szukam rozgłosu. Udzielanie wywiadów, bo ten jest kolejnym to przede wszystkim moja próba uświadomienia osobom w dojrzałym wieku, że mimo kolejnych lat wyliczonych przez pessel jesteśmy pełnowartościowymi osobami w społeczeństwie. 

Z  przykrością zauważam, że osoby dojrzałe są dyskryminowane przez otoczenie. Emerytura to czas, który mamy dla siebie. Dzieci odchowane, wyfrunęły z rodzinnego gniazda a my? Czy mamy siedzieć przed telewizorem, z kotem czy psem  (o ile ktoś lubi) na kolanach, oglądać seriale i myśleć o swoich schorzeniach, wizytach lekarskich, odizolowani od wszystkiego, jedynie w oczekiwaniu na śmierć? . 

Od lat próbuję w swoim blogu udowodnić, że emeryt to człowiek mądry, mający swoje pasje, zainteresowania czego dowodem jest moja aktywność w podróżach, poznawanie świata, fitness czy aqua areobik. 

W każdym wieku co w przypadku nas osób dojrzałych można i trzeba być sobą, tak samo jak mamy prawo do szczęścia czy miłości, nauki tańca czy spacerów w świetle księżyca. Co nas odróżnia od pozostałych? - cyfry w pesselu. 
Nie dajmy się zaszufladkować jako osoby odsunięte na margines społeczeństwa. A Wy młodzi - jeszcze wiele się od nas osób dojrzałych możecie nauczyć. 

W najbliższym czasie podzielę się z Wami wspomnieniami z mojego wyjazdu do Turcji. 


sobota, 17 marca 2018

Dojrzali wiekiem, młodzi duchem

Bloga prowadzę od blisko 10 lat. Temat ten u mnie wraca niczym bumerang. Mimo swojego dojrzałego wieku szlag mnie trafia w całym tego słowa znaczeniu jak czytam np. na portalach społecznościowych że osoby 60+ nazywane starymi, robi się z nas niedołężne istoty. W każdym z udzielonych wywiadów staram się za wszelka cenę przemycić temat ludzi dojrzałych a nie starych, w których tkwi młodość. Nie wiem z czego to wynika: z genów, z nastawienia do życia, z charakteru?


Prelekcja –
Pasja motorem życia” – był to motyw przewodni spotkania z podróżniczką i blogerką  p. Jadwigą Pawełkiewicz, które odbyło się 27 listopada 2015r.  Chociaż Pani Jadwiga w tego typu spotkaniu brała udział pierwszy raz, to  odniosła duży sukces. Jej ciekawe wspomnienia z podróży poparte slajdami spotkały się z dużym zainteresowaniem wśród naszych mieszkańców, a jej barwne opowieści o doświadczeniach i przygodach w egzotycznych krajach zafascynowały słuchaczy. Pani Jadwiga zyskała sympatię swoją otwartością, poczuciem humoru, a przede wszystkim ogromnym dystansem zarówno do swoich doświadczeń życiowych jak i swojej osoby, czym od pierwszej chwili spotkania ujęła mieszkańców Domu. Pani Jadwiga podzieliła się z mieszkańcami swoją pasją jaką są podróże, zwiedzanie nowych krajów i poznawanie nowych ludzi, a którą to pasję realizuje będąc na emeryturze. Postanowiliśmy pielęgnować te znajomość i nie poprzestawać na tym jednym spotkaniu.


Poza tym, nieskromnie powiem, że pracuję z pacjentkami, którzy o dziwo jak twierdzą chodzę lekko, uśmiechnięta, z doskonałą pamięcią na szczęście. Pracuję dodatkowo więc oprócz emerytury to dodatkowy dochód (ha ha ha ha z fiskusem się rozliczam) pozwalam sobie na wyjazdy zagraniczne. Sknerą nie jestem ale życie nauczyło mnie liczyć każdą złotówkę i zanim ją wydam (ha ha ha chociaż płacę kartą) oglądam prawie pod lupą. Pozwalam sobie wtedy na ekstremalne wybryki tj. np. lot spadochronem za motorówką, doświadczyłam wrażeń na katapulcie. Nauczyłam się w krajach arabskich targować, ba nawet przeklinać jak trafie na intruza.

A teraz trochę z konieczności ale podoba mi się to 2 razy w tygodniu chodzę na basen, raz w tygodniu do klubu fitness na zajęcia z cyklu zdrowy kręgosłup. Na basen chodzę w towarzystwie koleżanek w trochę zbliżonym wieku. Nazwałam naszą czwórkę foczkami. O dziwo dziewczyno, to wcale nie przeszkadza. Muszę os siebie zadbać, żebym się za szybko nie rozsypała.

A tak przy okazji jestem osobą z poczuciem humoru, z dystansem do swojej osoby, gadułą. Przyznam, że mi to wcale nie przeszkadza. Ba nawet z grupą młodych ludzi byłam na walentynkach na dyskotece. Nie miał znaczenia wiek, bawiliśmy się „bosko” Muzyka to moje drugie życie, w chwilach stresu mnie wycisza, a gdyby jeszcze można było potańczyć to byłoby rewelacyjnie.

Teraz w kwietniu ruszam „na podbój” Turcji. Nie znam tego kraju, zawsze odsuwałam od siebie pomysł bo przerażał mnie i przeraża dalej temat trzęsień ziemi i niezbyt uregulowanej sytuacji politycznej. Ale jak zawsze twierdzę, co ma być to będzie, Jak ma mnie szlag trafić to nie ma znaczenia w jakim miejscu, no gdyby się to zdarzyło poza miejscem zamieszkania to córka miałaby problem ze sprowadzeniem zwłok. Ale miejmy nadzieję, że jakiś Anioł Stróż mnie ochrania.

to tylko ja i tylko 60+

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...