niedziela, 27 sierpnia 2017

Zmiany, zmiany, zmiany

Dawno się zbierałam do napisania nowej notki. Nie dlatego, że ogarnął mnie leń ale dlatego że po prostu nie miałam czasu na myślenie o blogu. Przyznaję zaniedbałam to.

Wróciłam do aktywnej pracy, co pochłania mi masę czasu. Po powrocie jestem zbyt zmęczona aby myśleć. Po powrocie z Sousse pozbyłam się raz na zawsze toksycznych znajomości, energetycznych wampirów. Miałam tez okazję do udzielenia nowego wywiadu, który wg informacji ma się ukazać we wrześniu ….. tego roku oczywiście.

W pracy jak w pracy raz lepiej raz gorzej. Te gorsze dni rzeczywiście wyczerpują mnie na maxa. Ale kontakt z ludźmi ma swoje dobre i złe strony. Tą dobrą stroną jest poznawanie ludzi. Tak jak miałam okazję poznać Michała F tak teraz poznałam córkę słynnego polskiego aktora Panią Martę M. Okazało się, że łączy nas nie tylko wiek zbliżony ale również pasje, zainteresowania. Obiecała mi nawet udzielenie wywiadu i porozmawianie o Jej ojcu. Czytając ostatni wywiad Marty zauważyłam również że miałyśmy podobne życie. Jak się mówi – co nam jest pisane tak będzie. Jak widać przypadek rządzi światem.

Ale nie przez przypadek dopadła mnie rodzinna skłonność do choroby. Właśnie przypadek ujawnił, że muszę być pod opieką specjalisty. Spadło to na mnie (mimo, że mogłam się tego spodziewać) jak grom z jasnego nieba. Przejście z dnia na dzień na ścisłą dietę, leki, badania codzienne, których trzeba bardzo pilnować to jest coś z czym JESZCZE nie potrafię się pogodzić. Myślałam, że jestem twarda baba a tymczasem jestem krucha jak zapałka. No cóż, trzeba się otrząsnąć i żyć dalej.

Pracuję, snuje plany na następną wyprawę. Dokąd? Jeszcze nie wiem. Kuszą mnie Włochy, Hiszpania ale także będące w zasięgu ręki Chorwacja, Albania, Słowacja. Wschód odpada tak jak i Turcja. Jeszcze nie wiem co wybiorę. To wszystko zależy od tego jak sobie poradzę ze wszystkim.

Teraz z niecierpliwością czekam na kolejny wywiad.

niedziela, 7 maja 2017

Pożegnanie z Afryką

Przez ostatnie pół roku działo się w moim życiu dużo, o wiele za dużo. Postanowiłam więc wykorzystać weekend majowy aby polecieć i odpocząć w ciszy i spokoju. Musiałam zostać sama ze swoimi myślami i emocjami. To jest potrzebne każdemu człowiekowi.



Jak zawsze u znajomego wykupiłam lot do Sousse, do hotelu który znałam ale nigdy w nim nie byłam. Zawsze latam sama i nie widzę w tym nic złego. Jeśli pisane jest mi kogoś z rodaków poznać, a jeśli nie to żaden problem. W Sousse byłam kilka razy, oczywiście za każdym razem w innym hotelu.



Wylot opóźniony około 30 minut co z liniami tunezyjskimi jest normalne. Wylatuje z Warszawy – chłodno, dolatuję do Tunezji – upał mimo pochmurnego nieba.

Zakwaterowanie bez problemu. Pan bagażowy w hotelu kazał mi zostawić walizkę przy recepcji, zapisał tylko na metce lotu numer pokoju. Czekałam w pokoju chyba ze 40 minut, zeszłam, zabrałam walizkę i z powrotem do pokoju. Jak się miałam przebrać i w co? A niebawem czekała nas kolacja.



Pierwsza noc to utrapienie. Coś mnie gryzło, spać nie mogłam. Nie wiem czy to komary czy coś innego. Rano odkryłam że pod prześcieradłem jest jakiś podkład, sztywny, szorstki – nie wykluczam że z wielbłądziej wełny. Pozostałe noce spałam jedynie pod prześcieradłem. Rano śniadanko i oczekiwanie na spotkanie z rezydentką.



Pani rezydentka, nie ubliżając nikomu bo wiem że to ciężka praca jakoś mało albo niewiele zorientowana w temacie. Czasami się gubiła w wypowiedziach. Siedziałam i dopowiadałam za nią. Na tyle co trzeba opowiedzieć o wycieczkach fakultatywnych, targowaniu na suku, bezpieczeństwie to ci którzy są więcej jak raz w Tunezji mogą opowiedzieć.



Po spotkaniu z rezydentką nie nawiązałam z nikim kontaktu. Osoby były w towarzystwie, ja nie należę do osób które się narzucają. Zresztą moim celem było wyciszyć się i mieć czas jedynie dla siebie, na swoje sprawy, przemyślenia, podjęcie pewnych życiowych decyzji.



Sama chodziłam na spacery nad morze, wylegiwałam się na leżaku przy basenie, oglądałam loty spadochronem za motorówką – czyli wszystko to co znam.

Między posiłkami i czasem poza hotelem spędzałam sama czas aż do momentu kiedy pojawił się przewodnik wycieczek po Sousse. Bardzo mi zależało jechać czy iść na suk bo obiecałam przywieźć trochę rzeczy.



Ze swoich wyjazdów wyniosłam jedną wartościową rzecz. Znam trochę ich zwyczaje i zachowanie więc byłam ostrożna w wypowiedziach. Bajerant z niego niezły, ale ja przebiegła sztuka wylegitymowałam go i sprawdziłam gdzie się da. Zaprosił mnie na kawę (on płacił) i poprowadził po suku. Oczywiście przyprawy i nagrania to podstawa zakupów. Ale też zaprowadził mnie do stoiska gdzie sprzedawano wszelkiego rodzaju chodniki, dywany i tp. I sprzedawca i jak się przedstawił Stefano (w rzeczywistości nazywa się inaczej – też sprawdziłam) namawiali mnie, cena szła w dół a ja odpowiadałam że tego nie potrzebuję. Stefano szepce mi na ucho to jest dobra cena, on to robi dla mnie. Nie wytrzymałam i spytałam głośno ile za taki mój zakup dostaje prowizji od sprzedawcy? Chyba go zamurowało.



Następnego dnia też pojechaliśmy do centrum na kawę (też płacił). Ja wiedziałam że przyssał się do mnie niezupełnie bezinteresownie. Bawiło mnie jego zachowanie, ale pomyślałam dobra myślisz stara idiotka z Europy nic nie kuma. Oj jak się myli. Na dzień przed odjazdem zaproponował mi – abym mu przysłała 35.000 dinarów, razem założymy fermę jak to nazwałam krowią. Będę jego szefem. Powiem tak, nigdy w życiu się tak nie uśmiałam. Boki mnie bolały ze śmiechu. No cóż taka to mentalność. Skoro on uznał że jestem starą idiotką, nie byłam dłużna. Kazałam sobie robić z nim zdjęcia.

Najlepszy moment tego pobytu że w chwili odjazdu pojawił się jak zaczarowany, pożegnał się ze mną słowami pamiętaj. A ja wyłam że przyszedł dopilnować krowiego interesu.



Powrót do domu, mimo turbulencji niemal przez cały czas przebiegł bezpiecznie.

Koleżanki z pracy następnego dnia ściskały mnie na powitanie szczerze i wyznając jak było im smutno beze mnie.

A ja miałam czasu tyle aby podjąć pewne decyzje, które obecnie wcielam w życie.

Był to już naprawdę ostatni wylot do Tunezji. Pora zmienić kierunek. Na Egipt, Turcję nie mam ochoty, może Maroko, albo inny kierunek np. Cypr. Czas pokaże.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...