Jak
już kiedyś pisałam wypoczynek za granicą planuję przed albo po
sezonie. Z prostej przyczyny – denerwują mnie ludzie. A mimo to
ceny nie są małe. Mówi się trudno. W tym kończącym się sezonie
turystycznym los padł na Bodrum – wybrzeże Egejskie w Turcji.
Nie
powiem, że byłam tym zachwycona bo kilka razy już odwiedziłam
Turcję. Wow, z racji kilku wyjazdów z biura podróży dostałam
(przynajmniej w postaci numeru) kartę stałego klienta. Drukowana
idzie pocztą ha ha ha ha już ponad miesiąc. Opłaciłam pobyt,
dopłaciłam na pokój z widokiem na morze. Przejrzałam dostępność
wycieczek fakultatywnych – ok.
Lot
bez zakłóceń, o czasie.. Droga z lotniska krętymi uliczkami, U
celu podróży wybrany hotel. Z zewnątrz ok. Niestety niczym w
Bułgarii musiałam poczekać ponad 3 godziny. I nie dlatego że doba
hotelowa od 14.00 ale obsługa pokoju nie zdążyła przygotować.
Wielkie
zdziwienie wzbudził że mnie fakt, że nie dostaliśmy opasek na
nadgarstki. Skoro tak musi być ok, nie będę pytać. Wreszcie
recepcjonistka pokazując kciuk poinformowała, że pokój jest
gotowy. Pan hotelowy zawładnął moją walizką, poprowadził mnie
do windy – 2 piętro a po wyjściu ku mojemu zdziwieniu przeszliśmy
przed restaurację do mojego pokoju. Pomyślałam ok, żarełko
będzie blisko, nie muszę latać po całym hotelu.
Pokój
jak pokój. Balkon ok, widok na morze jest. Jedynie za małe okno,
czułam się jak w mysiej norze. Ochlapałam spocone ciało, ubrałam
świeże ciuchy i pomknęłam na obiad bo mi już żołądek
przysychał do kręgosłupa z głodu. Wyborem menu też nie byłam
zdziwiona bo poznałam go w poprzednich pobytach.
Następnego
dnia spotkanie z rezydentką. Okazje się, że nie wszystkie
wycieczki zawarte w ofercie odbywają się. Słuchałam z
zainteresowaniem i myślałam co mogę wybrać, na co mnie stać. Na
każdym wyjeździe staram się wybrać ze 2 wycieczki. Tak więc z
oferowanych wycieczek wybrałam Dalyan – rejs łodzią, opalanie,
łowienie krabów i możliwość oglądania żółwi Caretta-Carreta.
Druga wycieczka to zwiedzanie miasta. Niestety jakoś tak to jest
zorganizowane, że niektóre wycieczki się pokrywają, albo ich np.
nie ma, albo wypadają w dniu wyjazdu.
Wycieczka
na zwiedzanie miasta ok, ale zawsze bywa wizyta w salonie odzieżowym
(ceny kosmiczne) łącznie z pokazem mody oraz w pracowni
jubilerskiej (tu ceny ho ho ho ho). Za to w sklepie można było
kupić właściwie wszystko: chałwa, oliwa z oliwek, oliwki,
kosmetyki i masę innych rzeczy. Oczywiście spełniłam życzenia
rodziny i znajomych i wróciłam do domu obładowana łakociami.
Druga
wycieczka do Dalyan – Kaunos. Wszystko co mówiła i zachwalała
rezydentka miało się nijak do rzeczywistości. Miała być łódź
dwupoziomowa – górny pokład do opalania, dolny schronienie się
przed słońcem. A z tego wyszła zwykła obskurna łajba, niezbyt
czysta. Wycieczka nie do końca udana bo na trasie złapała nas
koszmarna burza, ulewny deszcz i wyładowania atmosferyczne. Nie było
kąpieli w morzy, łapania krabów i daremne okazało się szukanie
żółwi. Za to była kąpiel w siarce i błotna.








Reasumując
– wyjazd nie należał do zbyt udanych. W katalogu i w
wypowiedziach rezydentki wiele sprzeczności. Do najbliższego sklepu
było ponad kilometr ale drogą polną, bez chodników, ciągle
obrzucani pyłem z jadących samochodów. W porcie owszem sklepów
mało, za to co krok kawiarenka, bar. W hotelu nudy, obsługa jedynie
chyba licząc na napiwki była bardzo grzeczna i pomocna. Wszyscy
tłumaczą, że u nich sezon kończy się w październiku, stąd
wiele niedogodności. Mnie nikt nie pyta czy płacę za wyjazd jak w
sezonie. Czytałam opinie i nie wiem skąd „tyle” pozytywnych.
Nie jestem wymagająca, ale w końcu sezonu śrubują ceny jak
cholera.