niedziela, 2 czerwca 2024

Lubię wracac tam gdzie byłam już

Tytuł żywcem wzięty z przeboju Zbigniewa Wodeckiego. Ale taka jest prawda. Wybrałam ten hotel i kraj ze względu na sentyment. Ponieważ właśnie zakończyłam karierę zawodową, postanowiłam odwiedzić miejsce gdzie czułam się dobrze. Policzyłam też (bardzo dokładnie), że była to 25 wycieczka za granicę od czasu mojego przejścia na wcześniejszą emeryturę w 2004 r.



















Hotel Seher Resort & Spa w Turcji. Najmilsze wspomnienie to wycieczka do hammam. Owszem wcześniej słyszałam ale nie wiedziałam jak to się odbywa. A odczucie i wrażenia niezapomniane. Do tej pory kupuję mydła specjalnie do hammam, które w większości są na bazie olejku arganowego. Pieni się genialnie, pachnie zabójczo i skóra jest delikatna jak u niemowlaka.

Na lotnisku w przeciwieństwie do Bułgarii pojechałam w towarzystwie innych turystów, ale do hotelu byłam jedyna z warszawskiego rejsu. Tu przynajmniej rezydentka poszła ze mną do recepcji dokonać rezerwacji i zameldowania. W Bułgarii do hotelu dotarłam jedynie w towarzystwie kierowcy busika, który wywalił moją walizkę przed wejściem do hotelu, odpalił silnik i po herbacie.

Nie udało mi się jednak zdobyć pokoju w tej części w której byłam ostatnio. Pokój znacznie mniejszy, ciemniejszy, balkonik mikrusi i widok na wewnętrzny basen. Ale w końcu ja przyjechałam odpocząć a nie wylegiwać się w pokoju.

Ten lot był wyjątkowy, bo zawsze odbywał się w godzinach mocno porannych, a tym razem był po południu. Po perypetiach na lotnisku, zgubiło się dwoje turystów, komuś też zaginął bagaż więc do hotelu dotarłam o 1.10 w nocy. I o tej godzinie wysłałam córce wiadomość że jestem na miejscu. Byłam głodna jak wilk po tylu godzinach podróży. Pan w recepcji wskazał mi restaurację, gdzie mogłam zjeść bardzo spóźnioną kolację.

Po dobrze przespanej nocy i śniadaniu miałam zobaczyć się z rezydentką. Zastanawiałam się czy do mnie jako jedynej opłaca się jej przyjazd. Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu Pani na mnie czekała. Ponieważ pobyt w Turcji był moim kolejnym 6 więc moje pytania były skierowane głównie na wycieczki fakultatywne. Ponieważ wyjazd był zaraz po Wielkanocy biuro miało niewiele do zaoferowania. Z wcześniejszych wyjazdów korzystałam z wycieczek możliwych do realizacji. Jedyne co mi zostało do obejrzenia to Kapadocja, ale tu wycieczki nie było, a szkoda. Nie było tez wycieczki do hammam. Bardzo tego żałowałam. Znałam w miarę okolice więc wiedziałam, że dam sobie radę. Spacery, zakupy, brodzenie po morzu wystarczyło.

Na spotkaniu z rezydentka dowiedziałam się, że w niedalekiej odległości od hotelu jest Carrefour. Lubię i umiem się targować ale też chciałam sprawdzić co w tym sklepie mogą zaoferować do zakupu. Rezydentka dość szczegółowo wyjaśniła mi jak dojść. Jeszcze przed obiadem wyruszyłam na poszukiwania. Szłam wg wskazówek, ale coś te uliczki były nie takie. Tu gdzie miałam skręcić było dojście do innego hotelu. To wyruszyłam w stronę przeciwną. A guzik – okazało się że okrążyłam swój hotel i wyszłam na przejście naszego hotelu na plażę. A skoro już się wybrałam, rozejrzałam się po okolicy i namierzałam tubylców. Zatrzymywałam z pytaniem gdzie jest ten sklep. Tam gdzie mnie skierowano nie było, wróciłam do punktu wyjścia i pytałam następną osobę. Pokierowano mnie w stronę przeciwną i znowu to samo. Przeszłam kawał drogi i nici. Sklepu ani widu ani słychu. Wróciłam na plażę, w barku zamówiłam zimny napój ale i kawę. Pobrodziłam po morzu dla relaksu zmęczonych nóg.

Ale wiedziałam gdzie jest bazar więc miałam cele przed sobą. Oczywiście targowałam się jak zwykle. Z każdej zagranicznej wyprawy kupowałam córce torebkę, poza tym miejscowe specjały dla reszty rodziny, a dla siebie oczywiście mydełko do hammam.

Pobyt udany, pogoda wspaniała, odpoczynek zaliczony.



sobota, 11 listopada 2023

Wyjazd niespodzianka - powrót na stare śmieci

Rozważając jesienny urlop brałam pod uwagę tak wypoczynek w Polsce jak i za granicą. Pogmatwało się  wszystko. I z urlopem i zdrowotnie. No cóż starość ma swoje prawa. Szczerze to bałam się wyjazdu zagranicznego. A jak mnie szlag trafi to tylko napytam biedy córce.

Wybór padł na Tunezję.Razem z córką doszłam do wniosku, że jak mam gdzieś polecieć na wypoczynek (w ostatniej chwili decyzja) to powinnam wybrać kraj i hotel w którym dobrze się czułam. Wybór dokonany – Sousse. Przygotowanie dość krótkie bo mam wprawę. Wylot oczywiście skoro świt, ale i to uwzględniłam w wyborze tak kraju jak i hotelu.

Dolecieliśmy bez przeszkód ani turbulencji. Przy odprawie bagażowej jak zwykle poprosiłam o miejsce przy przejściu. Ha ha ha dostałam 3 rząd. Ok.

W Enfidha odprawa paszportowa bez niespodzianek. Pan z biura podróży wskazał mi gdzie znajduje się autokar do mojego hotelu. Na tym lotnisku lądowała wielokrotnie więc czułam się jak ryba w wodzie. Spoko dałam radę. I tu zaczyna się niespodzianka. Przy autokarze stała rezydentka, której twarz wydawała mi się znajoma. Jak podałam swoje nazwisko to wszystko stało się jasne. Tą Panią była Iwa Tunis – wiele lat temu dostarczała na mojego bloga mi informacje na każdy temat z Tunezji. Jak stwierdziła jak tylko zobaczyła nazwisko skojarzyła ze mną. To było bardzo miłe. A w hotelu to już poszło jak z płatka. Tym razem dostałam pokój na 5 piętrze z widokiem na morze (tak jak opłaciłam przy rezerwacji). Po zameldowaniu miałam trochę czasy przed obiadem więc szybko się rozpakowałam, wzięłam prysznic, zrobiłam sobie kawusię (czajniczek, kawę i filiżankę zawsze mam swoją). Pychota.

Zanim podjęłam decyzję o tym hotelu naczytałam się opinii. Po Egipcie miałam nauczkę, żeby pochopnie nie decydować. Opinie skrajnie różne. Od pleśni w pokojach, brudzie, nieczynnych windach, złym wyżywieniu, kłopotach z talerzami, wodą i tp. Ja ten hotel mimo czasu który upłynął od mojego poprzedniego pobytu czyli 6 lat pamiętałam jako urocze, spokojne miejsce. Przyznaję, że ryzykowałam. Obiadek kontynentalny, dla mnie nic nowego. Pamiętając te wszystkie opinie zaczęłam bawić się w obserwatora. Nie brakowało ani talerzy ani sztućców, woda też dostępna, każdy mógł jeść tyle ile chcał. Zaraz po obiedzie zatrzymałam się przy recepcji aby wypożyczyć pilota do telewizora. Zdezynfekowałam go w pokoju.

Na biurku znajdowała się lista dostępnych kanałów. Polskich było 3 ale ….. w żaden sposób ich nie można było znaleźć.

Już na spokojnie mogłam się po obiedzie rozejrzeć po pokoju, hotelu, plaży i tp. Część opinii była niestety prawdziwa. Największą frajdę miałam po wyjściu z hotelu. Wiedziałam gdzie są sklepy i jakie, jak dojść do promenady a promenadą do suku. Ze względu na panujący już upał ok. 30 stopni wróciłam do hotelu na odpoczynek przed kolacją. A następnego dnia czekało mnie spotkanie z rezydentem Karolem (Iwonka była w zastępstwie). Ciekawa byłam jakie wycieczki proponują. Trzeba pamiętać, że w Tunezji możemy płacić tylko dinarami.

Następny dzień tez obfitował w niespodzianki. Spotkanie z rezydentem. Karol przyszedł punktualnie. Z innych miast tez byli turyści, bo z Warszawy było nas jedynie 5 osób w tym małe dziecko. Karol z wdziękiem opowiadał o Tunezji, potem o wycieczkach – niestety z żadnej nie skorzystałam bo tyle razy byłam w tym kraju, że zaliczyłam wszystkie które były dostępne. Pytałam już po zakończeniu spotkania Karola, czy tylko na suku kupię mydełka do hammam. Zakochałam się w nich po pobycie w Turcji. Iwonka wskazał mi Karola na te moje przeróżne pytania. A Karol mnie zaskoczył, bo stwierdził że jak mu przekazała Iwonka jestem osobą znaną z bloga, gazet i tp.

A gdzie to mężczyzna będzie wiedział o babskich zakupach. Wskazał mi jednak sklep General Magazine – na drodze do promenady. Spoko dam radę, koniec języka za przewodnika.

W hotelu oprócz posiłków nie uczestniczyłam z żadnych animacjach. Jak mi powiedział Karol tydzień po moim powrocie dla nich kończy się sezon. Animacje – no cóż widziałam lepsze. Najbardziej w hotelu podobały mi się schody, którymi schodziliśmy na teren basenów i była to też droga na plażę. Na tych schodach czułam się jak Scarlet O'Hara w Tarze.

A i następna niespodzianka, która wprawiła mnie w śmiech. Siedziałam przy basenie, czytałam książkę i usłyszałam głos, który wydawał się dziwnie znajomy. Dobrze pamiętałam z poprzedniego pobytu. To był Pan, który „adorował” mnie, proponując założenie krowiej farmy za całe 35.000 dinarów oczywiście moich. Popatrzyłam w jego stronę. Zauważył moje spojrzenie. Ponieważ był z jakimś mężczyzną i dość głośno rozmawiali, to kilka razy spojrzałam w ich kierunku. Ubaw zaczął się w momencie kiedy jego towarzysz odszedł na chwilę do barku, a ten zmierzał w moją stronę. Pamiętałam jak się nazywa. Najpierw spytał jak się czuję, skąd przyleciałam. Grzecznie odpowiedziałam, ale kiedy przedstawił się jakimś imieniem to nie wytrzymałam i ze śmiechem zapytałam to już nie Stefano ani Wahid. Wyraz zdumienia na jego twarzy spowodował że parsknęłam głośno śmiechem. Na pytanie czy się znamy odpowiedziałam niestety TAK. Pokazałam mu z tabletu jego zdjęcie sprzed 6 lat i przypomniałam biznes jaki mi proponował. Wyraz zdumienia na jego twarzy rozbawił mnie. Próbował mnie zaprosić na kawę ale podziękowałam grzecznie wyjaśniąjc, że dla niego połów jelenia w Europy zakończony bo sieć zostaje pusta. Na koniec z zakamarków pamięci wydobyłam zdanie po arabsku którego się zapewne nie spodziewał.

Tak więc powrót na wypoczynek w Tunezji uznałam za w miarę udany. Gdzie i kiedy się teraz wybiorę zapewne na wiosnę nie wiem. Zależy na ile mi zdrowie pozwoli. 










 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...